06.08.2019r.
Bóg Ci błogosławi, dokądkolwiek pójdziesz!
Dzisiejszy wpis będzie w formie świadectwa. Nigdy nie sądziłam, że będę czuła potrzebę podzielenia się z Wami tym etapem. I nie jest to łatwe, ponieważ jeszcze nie wszystko przepracowałam i są momenty, w których rany się otwierają. Ten krok wymaga przyznania się do swojej ludzkiej ułomności. Wierzę, że będzie to dla mnie i dla Was błogosławiony moment.
Na pewnym etapie swojego zbuntowanego, nastoletniego okresu oddaliłam się od Kościoła. Za bożka obrałam sobie jedyną osobę, która mnie wspierała, była najlepszym przyjacielem, był to mój ówczesny chłopak. Choć na tamten czas nie wyobrażałam sobie bez niego życia, to w głębi duszy czułam, że Bóg próbuje przebić się przez moją warstwę egoizmu, rozgoryczenia i grzechu. Mimo tego zagubienia, prawie każdego dnia prosiłam Go, by dał mi wreszcie odpowiedź, bo jestem zbyt słaba, by podjąć decyzję sama. Zaczęłam z głębi serca się modlić, tym razem systematycznie i gorliwie, czułam jak łaska kruszy grzech, a każde „Zdrowaś Maryja, daję nadzieję i wzbudza pragnienie pokuty. Dzieliłam się tym wtedy z chłopakiem i choć próbował zrozumieć, czułam jak się od niego oddalam. Nie miałam na tyle odwagi, by o tym powiedzieć. I zakończyłam ten prawie czteroletni związek. Postanawiając rozeznać głos powołania do życia zakonnego. Trwało to ponad rok.
Breloczek ze zdjęcia otrzymałam, podczas rozeznawania swojego powołania. Uwielbiam tę prawdę – Bóg Ci błogosławi, dokądkolwiek pójdziesz! Dziś myśląc, o tym czasie jestem wdzięczna Bogu, kapłanom, siostrom oraz rodzicom wdzięczna za to, że przy mnie trwali. Choć ten okres do leniwych i lekkich nie należał, przyniósł dobre owoce. Pokazał dwie najprawdziwsze i najważniejsze prawdy: człowieczeństwo i miłość.
- Jesteśmy ludźmi, każdy z nas boryka się ze swoim bagażem, dla każdego z nas ciężar krzyża jest inny. To co dla jednych wydaje się błahe i mało znaczące dla drugich czymś, z czym nie są w stanie sobie poradzić. W takich sytuacjach potrzeba patrzeć oczami serca, które często wynikające z uprzedzeń pokryte jest bielmem… zakłóca nam ostrość w dostrzeganiu człowieka. Nie odróżnia człowieka, który ma godność i różną od naszej wrażliwość, od zachowania. Zbyt często zdarza się nam oceniać człowieka, zamiast jego zachowanie. Przecież zachowanie zwykle z czegoś wynika. Z braków, których każdy z nas trochę ma i nie chce lub nie da sobie pomóc, czy chociażby wytłumaczyć.
- Najważniejszym i najistotniejszym z braków jest brak miłości. I choć wdawać, by się mogło, że wśród duchowieństwa powinno być miłości najwięcej, to przychodzi punkt pierwszy z odpowiedzią – są ludzie, niosący swoje bagaże doświadczeń, walczący ze swoimi słabościami, starający się wyplenić swoje nieodpowiednie nawyki. Jest to trudne, bo my katolicy mamy świecić przykładem – tego oczekuje świat, choć odnoszę wrażenie, że ten świat nie chce dawać tego samego, bo on już dawno przestał szczerze rozmawiać z Bogiem, a wytykając palcem syci się tym, że popadamy w poczucie winy. Wracając do wątku miłości, a w zasadzie jego braku… mając tok myślenia jak wyżej mamy w sobie mnóstwo blokad, nie chcemy poznawać człowieka, bo wiemy z czym się borykamy i tylko „moje” się liczy. Powoduje to, że nie potrafimy się otworzyć i zaufać. Ujawnić tego, co siedzi gdzieś głęboko w duszy. Choć zdajemy sobie sprawę, że zrzucenie ciężaru (również poprzez spowiedź) przyniesie ulgę, to walka nieustannie trwa. Boimy się zranienia i niezrozumienia. Wierzę, że to nasze życie, które ma nauczyć nas miłości do bliźnich, w pierwszej kolejności żąda, od nas po prostu miłości do samych siebie. Szczególnie poprzez poznanie siebie, swoich nawyków i przyzwyczajeń. Zostawiając jakiś zakamarek, w którym nauczymy sobie radzić ze zranieniami. Właściwie przygotowując się do tego, że będziemy obrywać, szczególnie od tych, których kochamy najbardziej.
- Często zastanawiasz się z czego wynikają Twoje blokady?
- Jak sobie z nimi radzisz?
- Pozwalasz sobie na „czas żałoby”, gdy dopadają trudności?
- Potrafisz się tym co przeżywasz dzielić?
„Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei, aż do końca” Hbr 6, 11
Pomimo tego, że jestem gadatliwą istotą, której łatwo przychodzi nawiązywać nowe znajomości, cholernie tłumię w sobie wszelkie niejasności z życia. Wypełniające mnie, jak powietrze w balonie, w pewnym momencie, w najmniej oczekiwanej chwili wybuchają i ranią bliskich, nie pozostawiając we mnie nadziei na zmiany. Stąd wynikają kolejne przeszkody i kolejne lęki.
„abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic” Hbr 6,12
I tak trwając w formacji, jako postulantka mogąc się otworzyć osobie, którą znałam zaczynam dostrzegać, że są rzeczy, których nie jestem w stanie za nic w świecie pojąć, ani przeskoczyć. Wybrałam sobie nową rodzinę, ale ona mi nie odpowiada, a ja znowu nie potrafię powiedzieć „dosyć”. Dziękuję za to zrozumienie szczególnie Kasi, następnie Agnieszce i Maciejowi. Bóg jeden wie, jak bardzo Wasza obecność w moim życiu, na tamtym etapie pozwoliła mi zrozumieć siebie. Wejść w głąb i poznać swoje prawdziwe pragnienia. Każdy z nas, czy to siostry, czy moi znajomi mieli inny punkt widzenia, dopiero mogąc te dwa, różniące się od siebie światy ze sobą skonfrontować, mogłam dostrzec swój. I po dwudziestu miesiącach podjąć decyzję, że to życie, nie jest i nie będzie moim.
„zaiste hojnie cię pobłogosławię i ponad miarę rozmnożę” Hbr 6,14
Minęło ponad cztery lata od tamtej decyzji, wiele się zmieniło, jeszcze więcej przede mną. Choć dziś Bóg mnie zachwyca, są we mnie chwile rezygnacji. Rozeznałam, że życie zakonne nie jest moją drogą i to mi wiele ułatwiło. Pragnę założyć rodzinę, mieć męża, urodzić dzieci, założyć ogród i inne pragnienia z tym związane… jednakże, czasami odnoszę wrażenie, że lepszą korzyścią dla świata, byłaby moja samotność… ale to wciąż nie moje pragnienie.
„A ponieważ tak cierpliwie czekał otrzymał to, co było obiecane” Hbr 6,15
Tak więc niech trwają w nas wiara, nadzieja i miłość, te trzy….!
Do posłuchania (dzięki Julia ❤ )
https://youtu.be/RzHd0lgNszU
Miłość i Moc!
Aga ❤
