Spotkania…

02.01.2021 r.

„Kto nie spotyka się z ludźmi głęboko, nie spotka się głęboko z Bogiem…”

Czas Świąt Bożego Narodzenia, jest szczególnym czasem. Wyjątkowo w tym, roku pomimo trudności, skupiliśmy się na obecności i wolności. Jednak spoiwem wszystkiego stała się wiara i miłość. Autentycznie możemy powiedzieć, że pomimo drobnych spięć o to, co i kto teraz ma robić…daliśmy, szczególnie mamie odetchnąć. Naprawdę zaangażowaliśmy się, a mama faktycznie odpuściła i nie wymyślała kolejnych dań. To pierwsze święta, w których doszło do spotkania naszych serc. Tak właśnie to widzę. Słuchając rekolekcji adwentowych Diecezji Drohiczyńskiej „Jaki to czas?!” odkryłam, że nie zawsze dochodzi do spotkania! To odkrycie pracuje we mnie, na pełnych obrotach! I mając tę mądrość przed sobą wiem, że do tego potrzeba otwartości tych serc, które właśnie stają w swojej obecności.

„Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko, podszedł do niego i opatrzył mu rany…”
Łk 10,30-37

  • Potrafisz się zatrzymać, przeanalizować relację i dostrzec potrzeby drugiego człowieka?!
  • A może skupiasz się na tym, co Ty?! I jaki będzie z tego Twój zysk?!
  • Umiesz w bezinteresowność?!

Czas podsumowania…

W tym roku zdarzyło się zadać ból i cierpienie kilku osobom. Moje sumienie choć wolne od grzechu, ma dni przepełnione smutkiem, bo chciałoby się pojednać. Jednak wiem, że do prawdziwego pojednania, potrzeba czegoś więcej, niż tylko słów. Same słowa nie gwarantują miłości. To czyny je potwierdzają. Były też relacje, w których stanęliśmy na wysokości zadania, by odejść w pokoju. Choć nas odrzucono. Jednak nie mając miłości, w której objawia się pokój serca to, na drodze pojednania…nie dojdzie do spotkania. Są relacje, które z powodu zadanych ran i stawiania warunków przebaczenia…przyczyniły się, do zbudowania potężnego muru i innych blokad.  Tu do spotkania nie dojdzie. Z biegiem lat, czy doświadczeń nauczyłam się odpuszczać, dawać ludziom wolność. Nie zawsze jest to łatwe. Czasami zachowuję się jakbym to, ja na wszystko miała wpływ.

A przecież to, Bóg jest WSZECHMOGĄCY!

Oddaję swoje lęki Bogu! Uczę się coraz bardziej odpuszczać. Robić przestrzeń ku wolności tam, gdzie pojednanie jest znacznie dłuższym procesem, niż bym tego chciała. Boli najbardziej, gdy siadamy przy rodzinnym stole, a doskonale zdajemy sobie sprawę, że między nami, do spotkania dziś nie dojdzie.

Ogromnej wiary jest moje serce w rozumieniu i ofiarowaniu przebaczenia. Dostrzegłam to, pisząc list dla moich Rodziców, list wdzięczności, który podarowaliśmy Im w tegoroczne święta. Ten gest z kolei otworzył oczy serca, gdy wyczekiwaliśmy wieczerzy wigilijnej, ponieważ naprawdę czekaliśmy, na możliwość spotkania z każdym. Nasze serca mają blokady na ustach, choć już z biegiem lat to, się aktualizuje i dostrzegamy więcej, to nadal nie mówimy do siebie, językiem miłości.

Ale co takiego dostrzegłam i po co, wspomniałam o liście dla Rodziców?!

Pochodzę z rodziny wielodzietnej (mam 6 rodzeństwa), a każdy z nas ma mocny charakter i temperament. A okiełznało tę gromadę, dwójka wspaniałych ludzi! Uważam moich rodziców za świętych w przyjmowaniu cierpienia! To oni odbierają kolejne ataki, gdy któreś z nas, z różnych względów postanowi tym razem, nie pojawić się podczas świąt, czy innych uroczystości rodzinnych. Ale jak to powiedziała Mama…„kiedy, jak nie teraz, mamy sobie przebaczyć?!” Stąd właśnie uczę się brać i dawać wolność. Możemy unikać się i pielęgnować w sobie żal…jednak to niszczy od wewnątrz! A możemy pokonać trud własnych ograniczeń, przyznać się do błędu i wyciągnąć dłoń ku pojednaniu.

Dostrzegłam dzięki tej mądrości, że moje serce nie chce pamiętać złego, pragnie pomóc, chce trwać, rozumieć…moje serce wciąż czeka, aż druga strona otworzy serce i dojdzie między nami, prawdziwie do spotkania! W każdej poranionej relacji, nawet tych zapomnianych…wydawałoby się dziś już nieistotnych. Tak bardzo pragnę tej wolności. Czekając, nie wiele zdziałam. Jednak nie mogę się narzucać, bo wiem, że każdy potrzebuje indywidualnego czasu tego procesu. Czekam i ofiaruję to cierpienie, otaczam modlitwą i podejmuję trud postu.

„Ten zaś rodzaj złych duchów można wyrzucać tylko modlitwą i postem.” Mt 17, 21

Chciałabym zrobić więcej…ale teraz ważna jest wolność drugiego. Uczę się tego, choć serce rwie się i tęskni.

Rodzina wielodzietna i mądrość Rodziców uczy, w codziennych obowiązkach tej miłości w wolności. Tego, że z pokojem serca dziś czekam, aż się odezwiesz i powiesz, że chcesz zacząć od nowa. Od nowa uczyć się, tej bezinteresownej miłości, przyjmować nasze słabości i akceptować siebie pomimo wszystko. Dziękuję za stworzenie tego azylu w domu, że zawsze czekamy na siebie z otwartym sercem, że choć swoje musimy powiedzieć, to dusza skacze do nieba…

Bo choć umarła nasza relacja, Ty powróciłeś… Łk 16,11-31 (Syn marnotrawny, Ojciec Miłosierny).
Może, nie raz myślałeś, myślałaś, że odrzucę Ciebie, a tak naprawdę tęsknię! I pragnę urządzić fantastyczną ucztę, z powodu Twojego powrotu.

Zaglądajmy w historię naszych spotkań! Pielęgnujmy te dobre, choć wymagają wysiłku.. zostają w pamięci i przez lata owocują. Są tacy ludzie, z którymi chcemy widywać się możliwie najczęściej. Takie spotkania przemieniają nasze serca. Tu prawdziwie możemy być sobą i rozwijać piękne cechy. Pamiętajmy jednak, że są też tacy, z którymi żyjemy na co dzień, a w rzeczywistości nigdy się nie spotykamy. W pojedynkę nie zbudujemy relacji, jej fundament nie będzie trwały. Weryfikujmy nasze pragnienia. Bo nie być zdolnym do spotkania, to nie być zdolnym do kochania.

„Gdzie dwaj albo trzej zebrani w imię moje tam Jestem pośród nich”. Mt 18,20
Siejmy słowa pełne błogosławieństw, módlmy się o zdolność przebaczania i prawdziwego spotkania, z tymi, którzy znaczą dla nas wiele!

Dla mnie odkrycie spotkania i jego braku, jest czymś więcej. To dar, dzięki któremu dostrzegam, że pomimo szczerych chęci…z niektórymi ludźmi do spotkania nie dojdzie. Jednak biorę to, takim jakim jest. Bo wiem, że tak jak ja, nie z każdym znajdę nić porozumienia, tak samo i ze mną nie każdy ją odnajdzie. 

Do posłuchania:
Fisheclectic – Powiększ moje serce
https://youtu.be/xJLm4-OwcR4

Miłość i Moc! ✝= ❤

Aga

Bezsilność

23.09.2020r.

„Posłuchaj, Hiobie, jeszcze chwilę, nic nie mów, bo Bożych cudów nie zobaczysz” Hi 37,14

Aj! Mocny temat. Nawet nie wiem od czego zacząć. Oddaję to Tacie. On wie, czego potrzebuję ja, czego potrzebujesz Ty. Wierzę , że ten wpis będzie wyjątkowy, że będzie modlitwą, że przeora moją i Twoją zatwardziałość. Chcę ufać, że ta bezsilność jest czasem nabierania sił do dalszego działania.

„Zdaj się na Pana w swej drodze, Jemu zaufaj,
a On reszty dokona!” Ps 37,5

Jestem świadkiem przemiany serca, życia… świadkiem nawrócenia bliskiej mi osoby. Zachwyt i ogrom cudów, w tej bezsilnej istocie dzień, po dniu uświadamia mi, że wszystko jest z JEGO ŁASKI

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było słowo.
Wszystko się stało przez Nie,
bez Niego nie stało się nic z tego, co się stało.” J 1,1

I wiecie co, nie tylko jestem świadkiem nawrócenia, ale i doświadczam jego na własnej skórze. Pisałam o trudach ostatnich miesięcy. Tak bardzo pokazałam w tamtym czasie, że wszystko mogę! Że to ja mam moc, moc dokonywania przemian w sobie i w innych. Przecież tak lubię pracę nad sobą, być światłością dla innych. Jak wielki jest mój upadek. Zgubiłam światło. Ba! Uciekłam do ciemności. Rozkochałam się w grzechu, choć byłam święcie przekonana, że walczę w imię dobra swojego i bliźniego.  Przeraża mnie myśl, że grzech może połączyć dwoje ludzi, pod przykrywką miłości. Ale wiem, potrafi się przyodziać w atrakcyjność, dobroć, zachwyt… po to, by zniszczyć piękno i jego pragnienia.

Teraz jest czas kolejnych zmian. I to takich, które wypierałam ze swojego życia. Zaplanowałam sobie wiele, większość tych planów wypaliło się niczym płomień zapałki. Ale to ukazuje jak bardzo uparta jestem i, że nie zawsze stawianie na swoim i na siłę przynosi mi korzyść. Nie umiałam odpuścić, zostawić w wolności pewnych zdarzeń i osób. A dzisiejsza bezsilność pozwala mi przyglądać się temu z dystansem.

W mojej niemocy podjęłam się Nowenny Pompejańskiej, pomyślałam… trwałaś uparcie w czymś
co cię niszczyło, to teraz wytrwasz uparcie w czymś, co ciebie odbuduje. I nie ma, że boli!
Dziś jest 51 dzień modlitwy, za 3 dni koniec Nowenny.
Jak się czuję?! Ago! Ty wiesz! PRZEMIELONA. Tak się czuję! Ale właśnie to, dzięki tej bezsilności… daję Bogu przestrzeń do działania. Właśnie teraz prawdziwie potrafię wykrzyczeć: 
Ratuj, Panie, ginę!” Mt 8,25
Jak mi z tym?!
 Dobrze! Bo wiem, że to czas na Jego ruch. A ja mam przestrzeń, by przetrawić to,
co się wydarza.
A co się wydarza?! Wydarza się dobro! Tak, brzmi tak banalnie i niemożliwie, a jednak dzieje się dobro, choć w moim rozumowaniu, nie ma prawa!
I co dalej?! Pozwalam sobie na ten czas, godzę się na to, moje nieogarnięcie.

Na przestrzeni swoich doświadczeń, po rozmowach z ważnymi dla mnie osobami ufam, odrobiną pokoju (bo na pełen pokój za wcześnie – choć już ja lepiej nie będę tu stawiała swoich reguł), że WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS i CZAS, TO MIŁOŚĆ

Choć mnożą się we mnie niepokoje… Powierzam swoją bezsilność w Twoje objęcia. Za dużo gdybania w ostatnim czasie, za dużo negocjacji. Po prostu chcę wierzyć, że skoro dla Ciebie „nie ma rzeczy niemożliwych” Łk 1,38 dokonasz więcej, niż zapragnęłam.

Obietnica:
„Uczynię to, o co prosisz, ponieważ jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu” Wj 33, 17b
(Polecam odwiedzić profil na instagramie BlessCode) link

A do posłuchania o. Marcin, słuchając tego utworu z Agą miałam ciarki.
Ago, jesteś dla mnie inspiracją na drodze powrotów.
https://youtu.be/U4iaN5Tw6Js

Miłość i Moc!
Aga!

Doskonalenie

02.08.2020r.

„Bóg musi mieć dwa nasze obrazy: jeden – jacy jesteśmy, a drugi – jacy powinniśmy być”
abp. Fulton J. Sheen „Maryja. Pierwsza miłość świata”

Dosyć często wspominam o tym, że lubię pracować nad sobą, bo lubię od siebie wymagać. Całkiem niedawno dostrzegłam, że nie dla każdego, to czymś naturalnym, ponieważ wymagając od siebie, wymagam również od drugiego człowieka. A to najczęściej prowadzi do poróżnienia. Zmian tych staram się dokonywać, w takich przestrzeniach mojego życia, które uważam za niezbędne do podszlifowania. Które dokuczają nie tylko mi, ale i bliskim. Zdaję sobie sprawę, że z różnym efektem. Są takie, które przychodzą bez problemu, są też takie, do których boję się zabrać. Natomiast jedno jest pewne, na każdą z nich potrzeba różnego wysiłku i czasu, by móc dostrzec owoce.

„Wymagajcie od siebie, choćby inny od Was nie wymagali”  Jan Paweł II

I wcale nie mowa o zmianach, które mają spowodować, że dostosuję się do oczekiwań każdego człowieka spotkanego na mojej drodze. Pomijając fakt, że nie jest to możliwe, to z pewnością sprawi, że przestanę siebie akceptować, taką jaka jestem. Wiem, bo kiedyś starałam się sprostać oczekiwaniom pewnych osób. I gdy tylko miałam możliwość wyrazić swoje zdanie, inne od tego niż się spodziewano, podarowano mi odrzucenie.

Kiedy próbujemy się wbić w otoczenie, przestajemy się wyróżniać. A wiem już (z pewnością dzięki tym doświadczeniom), że ja jednak szalenie lubię swoją inność. To czyni mnie wyjątkową. To sprawia, że nie chcę ulegać ograniczeniom, czy opiniom innych, choćby za cenę zranień. Bo takie będą i tego nie uniknie nikt. Jednak, będąc ze sobą w zgodzie nauczymy się szanować odmienność drugiego.

„A Bóg wszelkiej łaski, Ten który, was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje” 1P 5,10

To, że wymagam od siebie, absolutnie nie umniejsza mojej osobie. Nie sprawia, że „przestaję być sobą”. Że trwając, w relacji z kimś, powiem „taka jestem i taka będę”. Ponieważ mając rozum i używając jego sama dostrzegam, kiedy ranię, a jeśli nie dostrzegam staram się odszukać jego źródła, mając otwarte uszy serca na cierpienie najbliższych. To stanowi prawdę o nas, i o tym, że nie jesteśmy samolubnymi istotami, ponieważ otaczają nas ludzie, żyjemy we wspólnocie.

Jednak są też zmiany, które wymagają drastycznych kroków. Często wbrew naszym przekonaniom. Zmiany, które powodują, że musimy postawić mur, gdy ktoś przekracza granice naszych wytrzymałości. I to jest naturalne. Kto ma zawalczyć o nasze szczęście, jeśli nie my sami?!

  • Znasz swoje granice?! Potrafisz powiedzieć „dosyć”?! Jeśli nie, to czy nadal chcesz w tym trwać, czy poszukujesz drogi ewakuacyjnej?!
  • Czym jest dla Ciebie praca nad sobą, swoimi przyzwyczajeniami, nawykami?
  • Uważasz, że ma to sens?
  • Szybko się poddajesz, nie dostrzegając efektów?

 Zmiany są, wpisane w przeżywanie naszej codzienności. Przecież każdy z nas dąży do ideału samego siebie. Mamy w świadomości własne słabe punkty oraz to, czy są do zaakceptowania, czy też warto podjąć trud pracy nad nimi. I taka jest kolej rzeczy. Nie umniejsza to, nam w żadnym razie. Mam nieodparte wrażenie, że świat trochę zamazuje nam te ideały, że mówi nam, że mamy żyć tu i teraz, a jeśli coś wymaga wysiłku to, nie warto się poświęcać, nie warto walczyć. A droga do tego, by się poddać już coraz bardziej na wyciągnięcie ręki.

„Pragniemy, by każdy z was okazywał te samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca” Hbr 6,11

Sięgając po książkę abp Fultona J. Sheena spodziewałam się, że będzie wymagająca. To był dobry krok, by aktualizować swoją duszę, po tym jak jej system zaczął się zawieszać. Dowiedziałam się, że mówienie o swoich słabościach i chęć wypełnienia, tych które są faktycznie chwastami wymaga odwagi.

Niesamowita jest moja naiwność uważająca, że ta cecha jest naturalna dla znacznej większości. Owszem dla większości bliskich mi osób, nie jest to obcy system wartościowania. Natomiast wielkim odkryciem dla mnie było, że inni nie wchodzą głębiej, chodzą jakby po powierzchni własnej tożsamości.

  • Czy to lęk przed nieznanymi głębinami duszy, obawa, że zanurzając się w tym, nie odnajdą wystarczająco dużo siły, by móc wydostać się, aby zaczerpnąć tlenu ?!

Osobiście podchodzę do odkrywania siebie i drugiego człowieka, na którym mi zależy, jak do przygody, bez źdźbła stygmatyzowania, że człowiek się nie zmienia. Że poznając jego cechę, można spodziewać się tych samych reakcji, że wszystko jest takie przewidywalne. Jakież to niemądre stwierdzić „już ja ciebie znam”. Tylko jest jedno „ale”, jeśli we mnie naturalnie dokonuje się aktualizacja (nierzadko z powodu przykrości, które trwają), a w drugim nie, to należy zadać sobie pytanie, czy chcę, i czy warto tu, gdzie się znajduję (zarówno dla siebie jak i dla kogoś), dojrzewać i tracić siebie, by ktoś mógł zyskać.
O tym pisze abp. Sheen jako o procesie, który nic mi nie zabiera ponieważ oddaje go, w wolności serca, z miłości.

Życzę Ci:
Wiary,
która uleczy Twoje poranione serce!
Nadziei, która trwa do końca!
Miłości, która sprawi, że uniesiesz się do góry!

Do posłuchania:
https://youtu.be/Kn8e9qnwR4U

Miłość i moc!
Aga

Wybór

01.07.2020r.

„Obyś był zimny albo gorący!” Ap 3,15

Doświadczanie trwa, ale jest to, na moje szczęście, doświadczanie z wdzięcznością. W takich momentach szczególnie Bogu dziękuję za łaskę wiary, ponieważ pomimo trudności dostrzegam tęczę i staram się zmierzać w jej kierunku. Przez kilka miesięcy, z moich oczu padał deszcz ciągłych wątpliwości. Próby walki, o szczęście drugiego człowieka sprawiały, że z mojej twarzy znikał uśmiech. Nie są, to słowa na wyrost. To, co zdarza mi się jeszcze odczuwać w związku z tym, to rozczarowanie. Rozczarowanie moją własną postawą, która nie słuchała tej pewnej siebie kobiety, która wie czego chce, ona mieszka we mnie. A zaniżanie poprzeczki oczekiwań nie prowadzi do miłości. Ponownie zapomniałam, o miłości do samej siebie.

 „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą.
Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.”
Mt 10,28

Moim celem jest ocalić moją duszę. Poczucie, że ją gubię każdego dnia stawało się coraz bardziej wyraźne. Pomimo dobrych intencji, pomimo pragnienia czynienia dobra to, smutek wypełniał stopniowo przestrzeń w mojej duszy. Zaczęłam więcej czasu poświęcać powierzchowności, przypodobaniu się. Zabiegając o ciało, o jego atrakcyjność oraz akceptację od strony zewnętrznej, kompletnie zapomniałam o tym, że prawdziwy skarb kryje się wewnątrz i tylko prawdziwy poszukiwacz pereł, będzie zawsze szukał głębiej, pomimo przeciwności losu! 

  • Zastanów się, czy w działaniach, których się podejmujesz nie ponosisz szkody?!
    Czy nie tracisz ducha?!
  • Jakie były motywy podjęcia tego zaangażowania?!
  • Czy później, w czasie trwania one się zmieniły?!
  • Na koniec jakie zostały?!
  • Czy na każdym etapie były, są one dobre?!

Istotą jest zajrzenie w głąb siebie, ponieważ są relacje, projekty, których się podejmuję, które ściągają w dół, a drugiej osoby wcale nie podnoszą. Kurczowo trzymałam się relacji, która jedynie na początku dawała dobro. W trakcie trwania i na jej końcu prowokowała do niemającego końca niezrozumienia i bólu. Powoli przestawałam poznawać siebie. Pojawiały się emocje, których dotąd nie znałam. To wyczerpywało wszelkie pragnienia, a pragnienie miłości było już nieosiągalne. Zapragnęłam zawalczyć o swoje szczęście. Otrzymałam przypływ siły, i chociaż o niego prosiłam, bałam się dokonać wyboru i z niego skorzystać. Zwlekałam z decyzją oczekując, aż ktoś to zrobi za mnie. Rozgoryczenie, było już nie do zniesienia. 

Powtarzająca się historia ułatwiła dokonanie wyboru. Nie lubię, gdy każdy dzień wygląda tak samo jak pozostałe i pomimo, że w każdym staram się odkrywać dobro, to z powodu braku akceptacji mnie…takiej jaka jestem, zagwarantowane miałam na zmianę milczenie i obojętność. Cenię inność, zaskakiwanie i dzielenie się dobrem. Jednak nie żyję w przekonaniu, że „moje” ma być zawsze górą, dlatego była we mnie otwartość i cierpliwość, w oczekiwaniu na zrozumienie…ale ono nie przychodziło. 

Nawróciłam się ponownie. Pragnę nawracać się nieustannie, ponieważ wiem, że jedynie na tej drodze, jestem w stanie, zawsze uzyskać pokój serca. Oczywistym jest, że serce się buntowało woli rozumu! Teraz jest to, mało istotne. Wiem, że walka o siebie i swoje szczęście jest najbardziej opłacalną inwestycją. Decyzji nie żałuję, pragnę być wierna swoim ideałom. I dziś już nie jest ważne, że często o nich zapominam, ponieważ życie jest drogą i to, że czasami z niej zbaczam nie przekreśla celu, a sprawia jedynie, że odcinek się wydłuża.

Każdego dnia zaczynam życie na nowo!

Nie boję się błądzić. To cały czas określa mnie samą. A to, co odkryłam w tym czasie o sobie, z ust innych osób jest zaskakujące!
Przede wszystkim to, że są osoby, które muszą działać i nie mogą zajmować się jedynie własnym życiem i podobno ja do nich należę. Otworzyłam serce na działanie i nowy projekt „sam się znalazł”. To kolejny rozdział w moim życiu, który na samą myśl sprawia, że skaczę z radości i pragnę dzielić się tym, z całym światem!
Bliska osoba uświadomiła mnie dziś, że każdy mój dotychczasowy wybór… dotyczył właśnie działania, był dla drugiego człowieka i to, właśnie dawało mi satysfakcję i pokój serca.
Dzieje się dobro, choć po ludzku powinnam, pogrążyć się w goryczy! Wierzę, że nic nie dzieje się przypadkiem i każde doświadczenie prowokuje do wyciągania dobra!

Pragnę życzyć Tobie odnalezienia tego pokoju serca!
Choć nasze drogi zmierzają,  w tym samym kierunku, nie musimy iść razem.
Różne będą nasze wybory i nie możesz myśleć, że Twoja wiara, czy pobożność jest mniejsza, lub gorsza…bo widzisz świat inaczej.
On pozwala nam błądzić, ale najważniejsze to, powracać na dobre tory.
Jesteś cenny w Jego oczach! Jesteś perłą, która ma nieziemską wartość!
Pamiętaj, bo tego nie odbierze Ci nikt!
Zadbaj o swoje szczęście. Zrób w swoim sercu miejsce dla Największej Miłości,
a zobaczysz, że możesz być szczęśliwy jak nigdy dotąd.
Bądź dzielny!

Do posłuchania:
https://youtu.be/9iTE3mA6aoU

Miłość i Moc!
Aga

Milczenie

17.05.2020r.

Racz już dłużej nie milczeć, Panie, który to widzisz,
Panie, nie pozostawiaj mnie samego. Ps 35,22

Przez ostatnie kilka miesięcy wydarzyło się wiele niezrozumienia w mojej codzienności. Nie tylko względem mnie, ale i moich najbliższych. Kilka dni temu znajomy zapytał, kiedy będzie kolejny wpis, bo ostatnio blog świeci pustkami. To prawda, ta przestrzeń gdzieś się pogubiła. Jednak nie mam żalu do siebie, że nie ogarniam wszystkiego. Daję sobie w tym wolność, to milczenie wiele mówi o mnie. Wbrew pozorom, więcej niż każdy wpis. Nie potrafiłam zebrać myśli, połączyć ich w logiczną całość, choć próbowałam nie raz. Dziękuję, że jest ktoś, kto utożsamia się z moimi przelanymi treściami, kto mi towarzyszy, rozumie i tym się dzieli

W tym szalonym czasie kwarantanny pracuję. Na komunikacji miejskiej dostrzegłam jedno hasło, które dziś jest wisienką na torcie, wielomiesięcznego niezrozumienia…

„Przemoc karmi się milczeniem”

Mi dziś chodzi o przemoc psychiczną, jaką jest milczenie. Nieumiejętność komunikacji jest czymś, co burzy wiele relacji. A wyrozumiałość i opanowanie nie towarzyszy nam, gdy mamy do kogoś żal. Moje emocje każdego dnia, były tak żywe, jak nigdy dotąd…taka jazda bez trzymanki, na deskorolce, po sinusoidzie skrajności. Czasami to jeszcze powraca. Ale tego też nie żałuję. Przecież nasze emocje mówią co przeżywamy, jacy jesteśmy i czego oczekujemy. Mówią o uczuciach, które w nas są i będą. A w momencie, gdy ktoś to, narusza budzi się w nas wszystko…nawet to, o istnieniu czego nie mieliśmy pojęcia. Umiejętnością ponad miarę jest odróżnienie człowieka od jego zachowania.

Mam wyjątkowych ludzi wokół siebie! Moje urodziny mi, o tym przypomniały. Nie tylko ze względu na miłe słowa, ale ze względu na to, ile czerpię wiedzy z tych relacji. Dziękuję Bogu za łaskę wiary, dzięki niej poznaję mnóstwo wartościowych dusz.

  • a Ty możesz powiedzieć, ile zawdzięczasz Bogu?
  • myślisz czasem, o tym?
  • wierzysz, że On pragnie Twojego szczęścia ?

Dlatego, gdy dochodzi do walki (czasami dosłownie), budzą się demony, które wrzeszczą jak beznadziejna jestem. Bo nie potrafię sobie ze wszystkim poradzić. Bo emocje przysłaniają racjonalne myślenie. A przecież jako katolik powinnam świecić przykładem, zawsze rozumieć, mieć pokłady cierpliwości. Te słowa nierzadko padają z ust bliskich, znajomych, a przez to, sami na siebie patrzymy w tej zniekształconej perspektywie. Obrzucając poczuciem winy, bo przecież nie mam prawa się bronić, gdy ktoś mnie rani. Co za absurd!!

Dla mnie ważne jest, mieć kogoś, kto wysłucha moich zmagań. Nie oceni. Zrozumie.
To dzięki wierze, te rozmowy wyciskają najlepsze soki z najbardziej beznadziejnych sytuacji! To niesamowite mieć komu powierzyć własną duszę. Najgorzej, gdy ktoś bagatelizuje nasze odczucia, sprowadzając do poziomu nieistotnych, bądź na wyrost.

Należę do osób, które pracują nad sobą. Lubię to! Sprawia mi frajdę wyszukiwanie pozytywów i dostrzegania drobnych zmian, owoców trudu, radości z sukcesów. Wyciągania dobra z trudnych doświadczeń. Choć w momencie przeżywania niezrozumienia nie jest to takie oczywiste. I pamiętaj nigdy nie mierz drugiego swoją miarą, bo i ktoś toczy walkę, o której nie masz pojęcia. To, że Ty masz zamknięte serce, nie oznacza, że nie da się go otworzyć. Tylko pytanie, na ile tego chcesz, a na ile życie bez oczekiwań i własnego wysiłku jest dla Ciebie wygodne?!

  • Ile wkładasz w relację?
  • Ile dajesz siebie, troski, czy zrozumienia?
  • Modlisz się za nieprzyjaciół?

Jakże to jest, że widzisz w oku brata malutką zadrę,
a we własnym oku nie dostrzegasz całej belki?
Mt 7, 3

 Szukam wiedzy, wytłumaczenia wiarą i sercem. Nie zawsze znajduję odpowiedź. Nie będziemy przyjaźnić się ze wszystkimi, bo być może charaktery są zbyt oporne. Serca zbyt poranione. I mamy do tego prawo. Ale szacunek należy okazać…gdy jego braknie, ujawnia się we mnie bunt. Nie potrafię mówić, że pada deszcz, gdy ktoś pluje w twarz….i będę o tym głośno mówić, ponieważ mam do tego prawo. Mam prawo stawiać granice. Choć i to nie zawsze jest zero jedynkowe. Czasami ciężko zamknąć drzwi, gdy główną rolę odgrywa serce. Dziś szczególnie proszę Boga o siłę tam, gdzie ktoś zabiera mi siebie, nie dając nic w zamian.

Na koniec chciałabym Nam życzyć:
Żyjmy tak, by móc powiedzieć za Matką Teresą z Kalkuty:
Podczas wywiadu, zapytana o to, co jest dla niej najważniejsze w życiu… Ten wywiad, jest dla mnie najważniejszy w życiu. Po tym, będzie coś innego. Ale teraz chcę dać z siebie wszystko, żeby to, było dobre.

Pragnę żyć tak, by powiedzieć, że obecne relacje, są dla mnie najważniejsze w życiu.
Chcąc je pielęgnować, o nie dbać. Przekraczając siebie. W miłości i zrozumieniu.

PS. Dziękuję Paweł za przebudzenie i Tobie Halinko za wielogodzinne rozmowy!

Do posłuchania:
https://youtu.be/-ga9jsGBP3g

Miłość i Moc!
Aga

Tęsknota

02.01.2020r.

Na cóż powiedzcie pozbawiać się tego, za czym dusze wasze tak bardzo tęsknią? (Syr 51, 24)

Ujawnia się w nas na wielu płaszczyznach i niesie różne owoce. Moja tęsknota wreszcie obudziła we mnie świeżą twórczość. I choć odwiedzała mnie w minionym roku zaskakująco często, to dopiero dziś postanowiłam wejść z nią w dialog.

O tęsknoto!
Dzięki Tobie wiem, że kocham. Wiem, że miłość jest tym mechanizmem w zegarze naszego życia, który ułatwia analizowanie tego, co ważne i pozwala umiejętnie wyciągnąć wnioski.
Na instagramie nie dało się nie zauważyć, że kilka ostatnich dni spędziłam w gronie niesamowitych osób, w zjawiskowym otoczeniu gór. A góry, jak to góry, wyzwalają we mnie mnóstwo pragnień. Ich potęga sprawia, że oddycham nieustannym zachwytem. Chcę pragnąć, tak jak one, prowokować do podziwu nad Bożym dziełem. Dzięki temu wierzyć, że będąc Jego narzędziem jesteśmy powołani do równie wielkich dzieł.

Lubię trwać w momentach tęsknoty, tylko ona ujawnia we mnie prawdziwość. I chociaż emocji w niej nie brakuje, to wiem, że jest wtedy najbardziej szczera.

W tym miejscu nasuwa się obraz w moich wspomnieniach, w którym nie potrafię zrozumieć jak Bóg jest w stanie cierpliwie czekać…z utęsknieniem. Dosyć niedawno nie potrafiłam poradzić sobie z własną beznadziejną słabością. Spowiadając się, robiłam to automatycznie. Bałam się, a w głowie trwała walka IŚĆ vs. NIE IŚĆ. Przecież wiedziałam, że tak jak szybko się wypowiadałam, tak jeszcze szybciej upadnę, ale wtedy mogę się już nie podnieść. W momencie kolejnej słabości, odezwała się ponownie. Wrzeszczała, że mam się wreszcie opanować i zakończyć naszą relację, która siała tylko zamęt i spustoszenie w mojej duszy! Chciałam tego samego, jednocześnie nie wiedząc, jak powiedzieć odejdź i nie wracaj! Zaprosiłam Jezusa do tej kłótni, poprosiłam, by pomógł znaleźć rozwiązanie. Wiedziałam, że jeśli On nie pomoże, to moja wiara w Niego i w siebie na tym najwięcej ucierpi. Czułam jak staję się obojętna. Nawet pisząc ten akapit zatęskniłam ponownie, a tamy gromadzące hektolitry wód, puściły zawory. Myślałam, że pójdzie szybciej i łatwiej z pisaniem mając zresetowany umysł. Jednak to, co ważne wymaga więcej wysiłku.

  • Dlaczego tak rzadko jesteś szczery/a ze swoją tęsknotą?
  • Czy pytasz swojej tęsknoty, co mówi o Twoich pragnieniach?
  • Czy wiesz, że ona ma odpowiedzi na pytania, które ciągle sobie zadajesz?

Wspomniałam, o tęsknotach wywołujących pragnienia. Ważne są te duchowe, w relacji z Bogiem, one są odpowiednikiem do pragnień własnych i tych, względem drugiego człowieka. Ten wątek będzie ujawnieniem tej niepoprawnej, romantycznej części samej siebie. Sama jestem ciekawa, co przyniesie i jak wiele zmieni.

Przestrzeń samotności jest chwilami przestrzenią nie do ogarnięcia. Te dni wracają nieoczekiwanie. Zawsze wracają, zabierają radość i wdzięczność. Powodują, że tracę z oczu sens własnego istnienia. Rozprzestrzeniają ciemność w duszy, pomimo trwania w łączności z Najwyższym.

Mówią, że samotność jest przestrzenią, którą dopuszcza Bóg, by pobyć ze mną sam na sam. To przestrzeń, w której mam nauczyć się przebywać w swoim towarzystwie. Nauczyć się rozmawiać. Tego jak radzić sobie z takim czasem, który pomimo niechęci, będzie powracał.

Czasami jestem wyczerpana i zrezygnowana. Te doświadczenia, te zranienia, te nagłe obroty planów i zamierzeń. Nawet ten wątek z próbą życia zakonnego. To wszystko miało ułatwić, a jednak brakuje sił do udźwignięcia tej tęsknoty. Wiem, że mam stałe wsparcie modlitewne. Chyba tylko dzięki temu decyduję się, na wkroczenie w przestrzeń rozmyśleń, o przyszłości i tego jak chciałabym ją widzieć. Chcę dostrzegać ją… utęsknioną, tak jak ja tęsknię. Dziś nie jestem w stanie więcej napisać, grunt nie jest stabilny.

Jednego jestem pewna, chcę żebyś towarzyszył swojej tęsknocie w odkrywaniu swoich pragnień. Żebyś odpowiadał na jej pytania, to one ukształtują Ciebie. Czy jesteś na to gotowy?

Do posłuchania:
Micromusic – Tak tęsknię
https://youtu.be/YpIEJtJMWr0

#niania

01.09.2019r.

Wychowywać, to pomóc dziecku odkryć wewnętrzny skarb, skarb prawdy o sobie samym, pragnienie bycia autentycznym, uczciwym, odkrywać prawdę i harmonię, szczęście i pełnię życia.

Kilka miesięcy temu pisałam o „Misji życia”. Prowokowałam w nim samą siebie do odnalezienia odpowiedzi „po co ja tu jestem”. Dziś kontynuuję dalsze rozmyślania.

Za każdym razem, gdy zdarzenia z życia przygotowują mnie do pisania, a myśli na zmianę powodują, że styki się łączą i jednocześnie przeciążają mój umysł, powodując zwarcie, nie potrafię ogarnąć tego zachwytu z kolejnych kroków, które stawiam w odkrywaniu samej siebie! Jeszcze bardziej porusza, gdy do całej tej euforii zdobywania Everestu własnych ograniczeń,  przyczyniają się nierzadko przypadkowe osoby. W tym przypadku nie mogę powiedzieć o przypadkowości. Tym razem było inaczej (tu bardzo szczerze i niewymuszenie pojawia się wzruszenie). Choć w jakimś sensie to wszystko miało swój początek w zrządzeniu Opatrzności – ale to nigdy nie jest przypadek!

Gdy w lutym 2018 roku poszukiwałam pracy, nie miałam doświadczenia jako niania, owszem pracowałam z dziećmi, ale nie w takiej formie. Znalazłam dla siebie korzystną ofertę przez agencję Zaufana Niania, przesłano rodzicom moje referencje i czekałam na odpowiedź. Nie pamiętam szczegółów tej oferty, natomiast w agencji poinformowano rodziców, że z ich wymaganiami może być ciężko znaleźć nianię – tym ewenementem byłam ja i to na szczęście wcale nie takim „ciężkim”  – uf! Ten niezwykły zbieg przypadków sprawił, że znalazłam swoje miejsce na ziemi.

W miniony piątek, po osiemnastu miesiącach fantastycznej współpracy, nadszedł dzień rozstania, bo komuś się dorosło do przedszkola (poważny wiek). I choć w poniedziałek rozpoczynam nową przygodę to, ani serce, ani rozum  jeszcze tego nie ogarniają. Doświadczenie pracy w tej rodzinie odmieniło mnie!

„Odmień znowu nasz los, o Panie,
jak odmieniasz strumienie na południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości”
Ps 126

  • Modlisz się o dobrą pracę? Za pracodawców? Współpracowników?
  • Potrafisz dostrzegać wypełnianie tego, o co prosisz?!
  • Czy jesteś otwarty na zmianę, na nowe i nieznane?
  • Ile w tym ufasz Bogu?
  • A w jakim procencie liczysz tylko na siebie?!

Nie mówię, że nie było chwilowych zwątpień, że one nie będą powracać. Absolutnie nie mówię, że wcześniej dostrzegałam tyle, ile widzę teraz. Ale pewne jest, dziękowałam Bogu każdego dnia.

  • Czy dostrzegasz wyjątkowość swojej pracy?

Przypowieść o perłach idealnie się w moją historię wkomponuje.

Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca,
poszukującego pięknych pereł.
Gdy znalazł jedną drogocenną perłę,
poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Mt 13, 45-46

Szukając swojej perły, swojego powołania, czegoś co mnie określi, pomoże zrozumieć kim jestem i do czego zmierzam… spotkałam na swojej drodze tak wspaniałą i wyjątkową rodzinę, która każdego dnia otwierała swoje serce na nowy dzień. Mogłoby się wydawać, że to takie monotonne zajęcie opiekować się dzieckiem, że powiewa tam nudą, że to nie rozwija itp. Na szczęście nie z Nim, nie z tym małym szkrabem („nie ciociu, ja jestem jus duzy!” no tak, 3lata skończone). Idealnie się uzupełnialiśmy! Każdy nasz dzień był inny, pełen wrażeń, prac plastycznych, zdjęć, obserwacji przyrody! Każdy nowy dzień wnosił świeżość i radość. Nie było dnia, w którym po przebudzeniu, 
w głowie kłębiły by się myśli… ”o nie, i znowu to samo”. Nigdy nasz dzień nie wyglądał tak samo. Nawet, jeśli za każdym razem na dzień dobry chował się w swoich „skrytówkach” tak, że połowa ciała wystawała. Nawet wtedy, kiedy nie chciał się rozstać z rodzicami.  A już szczególnie wtedy, gdy nie przestawał gadać, a nie przestawał nigdy!  I choćby wszyscy wątpili, i choć wątpliwości czasami wykradały pokój serca, to gdzieś tam w oceanie myśli, można było dostrzec iskierkę nadziei. Znalazłam swoją perłę. Żeby ją zdobyć zainwestowałam w nią całą siebie, całą miłość. I nie żałuję!

Ach!  Dziś wyjątkowo często używam wykrzyknika, ale to jeszcze emocje we mnie pracują. To dobry czas podsumowań. Warto się zatrzymać i przewinąć kliszę w aparacie zdarzeń. Warto być wdzięcznym. Wskazane jest powracać w trudnych chwilach,
do momentu powołania i na nowo odszukać jej świeżość.

Każde nasze doświadczenie dokłada ciężaru na taczkę z napisem „życie”. Mozolnie dźwigamy różnorodność reakcji, emocji, gestów, czy zachowań innych, chcąc  tego,
czy nie. W nowym otoczeniu obawiałam się, że przez to nabiorę dystansu, wycofanie
i miejszą ufność. I z takim bagażem zawitałam jako niania w nowej rodzinie. Kiedyś byłam święcie przekonana, że tak ma być, wszyscy przecież w kółko powtarzają, że nikt nie mówił, że będzie łatwo. Tu jednak ku mojemu zaskoczeniu, każdego dnia łagodność gestów, ciepło słów, zaufanie i otwartość powodowały, że moja taczka była coraz lżejsza
i lżejsza. Wierzę, że to ten przykład życia w małżeństwie, rodzicielstwie oraz człowieczeństwie uzdrowił moje postrzeganie świata i człowieka. Wiem, że ten proces będzie się co jakiś czas aktualizował, ale stąd wychodzę napełniona po brzegi MIŁOŚCIĄ, która nie pamięta złego,
NADZIEJĄ, która uczy łaskawości
oraz WIARĄ, która nie szuka poklasku.

Ten kto kocha to, co robi, nie przepracuje ani jednego dnia!
Gosiu, Jacku, Kacperku i Ty Mała Księżniczko, do szybkiego zobaczenia! ❤

Do posłuchania:
Klaudia, ponownie dziękuję ❤
StronaB – Dopóki jesteś
https://youtu.be/XbYWYqZQ7P0

Miłość i Moc!
Aga! ❤

Droga…

06.08.2019r.

Bóg Ci błogosławi, dokądkolwiek pójdziesz!

Dzisiejszy wpis będzie w formie świadectwa. Nigdy nie sądziłam, że będę czuła potrzebę podzielenia się z Wami tym etapem. I nie jest to łatwe, ponieważ jeszcze nie wszystko przepracowałam i są momenty, w których rany się otwierają. Ten krok wymaga przyznania się do swojej ludzkiej ułomności. Wierzę, że będzie to dla mnie i dla Was błogosławiony moment.

Na pewnym etapie swojego zbuntowanego, nastoletniego okresu oddaliłam się od Kościoła. Za bożka obrałam sobie jedyną osobę, która mnie wspierała, była najlepszym przyjacielem, był to mój ówczesny chłopak. Choć na tamten czas nie wyobrażałam sobie bez niego życia, to w głębi duszy czułam, że Bóg próbuje przebić się przez moją warstwę egoizmu, rozgoryczenia i grzechu. Mimo tego zagubienia, prawie każdego dnia prosiłam Go, by dał mi wreszcie odpowiedź, bo jestem zbyt słaba, by podjąć decyzję sama. Zaczęłam z głębi serca się modlić, tym razem systematycznie i gorliwie, czułam jak łaska kruszy grzech, a każde „Zdrowaś Maryja, daję nadzieję i wzbudza pragnienie pokuty. Dzieliłam się tym wtedy z chłopakiem i choć próbował zrozumieć, czułam jak się od niego oddalam. Nie miałam na tyle odwagi, by o tym powiedzieć. I zakończyłam ten prawie czteroletni związek. Postanawiając rozeznać głos powołania do życia zakonnego. Trwało to ponad rok.

Breloczek ze zdjęcia otrzymałam, podczas rozeznawania swojego powołania. Uwielbiam tę prawdę –  Bóg Ci błogosławi, dokądkolwiek pójdziesz! Dziś myśląc, o tym czasie jestem wdzięczna Bogu, kapłanom, siostrom oraz rodzicom wdzięczna za to, że przy mnie trwali. Choć ten okres do leniwych i lekkich nie należał, przyniósł dobre owoce. Pokazał dwie najprawdziwsze i najważniejsze prawdy: człowieczeństwo i miłość.

  1. Jesteśmy ludźmi, każdy z nas boryka się ze swoim bagażem, dla każdego z nas ciężar krzyża jest inny. To co dla jednych wydaje się błahe i mało znaczące dla drugich czymś, z czym nie są w stanie sobie poradzić. W takich sytuacjach potrzeba patrzeć oczami serca, które często wynikające z uprzedzeń pokryte jest bielmem… zakłóca nam ostrość w dostrzeganiu człowieka. Nie odróżnia człowieka, który ma godność i różną od naszej wrażliwość, od zachowania. Zbyt często zdarza się nam oceniać człowieka, zamiast jego zachowanie. Przecież zachowanie zwykle z czegoś wynika. Z braków, których każdy z nas trochę ma i nie chce lub nie da sobie pomóc, czy chociażby wytłumaczyć.
  2. Najważniejszym i najistotniejszym z braków jest brak miłości. I choć wdawać, by się mogło, że wśród duchowieństwa powinno być miłości najwięcej, to przychodzi punkt pierwszy z odpowiedzią – są ludzie, niosący swoje bagaże doświadczeń, walczący ze swoimi słabościami, starający się wyplenić swoje nieodpowiednie nawyki. Jest to trudne, bo my katolicy mamy świecić przykładem – tego oczekuje świat, choć odnoszę wrażenie, że ten świat nie chce dawać tego samego, bo on już dawno przestał szczerze rozmawiać z Bogiem, a wytykając palcem syci się tym, że popadamy w poczucie winy. Wracając do wątku miłości, a w zasadzie jego braku… mając tok myślenia jak wyżej mamy w sobie mnóstwo blokad, nie chcemy poznawać człowieka, bo wiemy z czym się borykamy i tylko „moje” się liczy. Powoduje to, że nie potrafimy się otworzyć i zaufać. Ujawnić tego, co siedzi gdzieś głęboko w duszy. Choć zdajemy sobie sprawę, że zrzucenie ciężaru (również poprzez spowiedź) przyniesie ulgę, to walka nieustannie trwa. Boimy się zranienia i niezrozumienia. Wierzę, że to nasze życie, które ma nauczyć nas miłości do bliźnich, w pierwszej kolejności żąda, od nas po prostu miłości do samych siebie. Szczególnie poprzez poznanie siebie, swoich nawyków i przyzwyczajeń. Zostawiając jakiś zakamarek, w którym nauczymy sobie radzić ze zranieniami. Właściwie przygotowując się do tego, że będziemy obrywać, szczególnie od tych, których kochamy najbardziej.
  • Często zastanawiasz się z czego wynikają Twoje blokady?
  • Jak sobie z nimi radzisz? 
  • Pozwalasz sobie na „czas żałoby”, gdy dopadają trudności?
  • Potrafisz się tym co przeżywasz dzielić?

„Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei, aż do końca” Hbr 6, 11

Pomimo tego, że jestem gadatliwą istotą, której łatwo przychodzi nawiązywać nowe znajomości, cholernie tłumię w sobie wszelkie niejasności z życia. Wypełniające mnie, jak powietrze w balonie, w pewnym momencie, w najmniej oczekiwanej chwili wybuchają i ranią bliskich, nie pozostawiając we mnie nadziei na zmiany. Stąd wynikają kolejne przeszkody i kolejne lęki.

„abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic” Hbr 6,12

I tak trwając w formacji, jako postulantka mogąc się otworzyć osobie, którą znałam zaczynam dostrzegać, że są rzeczy, których nie jestem w stanie za nic w świecie pojąć, ani przeskoczyć. Wybrałam sobie nową rodzinę, ale ona mi nie odpowiada, a ja znowu nie potrafię powiedzieć „dosyć”. Dziękuję za to zrozumienie szczególnie Kasi, następnie Agnieszce i Maciejowi. Bóg jeden wie, jak bardzo Wasza obecność w moim życiu, na tamtym etapie pozwoliła mi zrozumieć siebie. Wejść w głąb i poznać swoje prawdziwe pragnienia. Każdy z nas, czy to siostry, czy moi znajomi mieli inny punkt widzenia, dopiero mogąc te dwa, różniące się od siebie światy ze sobą skonfrontować, mogłam dostrzec swój. I po dwudziestu miesiącach podjąć decyzję, że to życie, nie jest i nie będzie moim.

„zaiste hojnie cię pobłogosławię i ponad miarę rozmnożę” Hbr 6,14

Minęło ponad cztery lata od tamtej decyzji, wiele się zmieniło, jeszcze więcej przede mną. Choć dziś Bóg mnie zachwyca, są we mnie chwile rezygnacji. Rozeznałam, że życie zakonne nie jest moją drogą i to mi wiele ułatwiło. Pragnę założyć rodzinę, mieć męża, urodzić dzieci, założyć ogród i inne pragnienia z tym związane… jednakże, czasami odnoszę wrażenie, że lepszą korzyścią dla świata, byłaby moja samotność… ale to wciąż nie moje pragnienie.

„A ponieważ tak cierpliwie czekał otrzymał to, co było obiecane” Hbr 6,15

Tak więc niech trwają w nas wiara, nadzieja i miłość, te trzy….!

Do posłuchania (dzięki Julia ❤ )
https://youtu.be/RzHd0lgNszU

Miłość i Moc!
Aga ❤

Chwast.

03.06.2019r.

„Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli.  Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.”  Mt 13, 24-30

Miało być to ktrótki wpis na facebooka, ale ja chyba tak nie potrafię 😉 Temat chwastów dojrzewał we mnie, gdy podczas tegorocznej majówki cudowna niewiasta zaproponowała mi pielenie w jej ogródku Właściwie sama się wprosiłam, prawda Ago?! 😀 Na szczęście nie jesteś super fanką tej czynności i mogłam się odprężyć.

Obejrzałam właśnie najnowszy filmik Tomasza Samołyka na youtube – KSIĄDZ, KTÓRY URATOWAŁ MI ŻYCIE | ks. Piotr Pawlukiewicz  link

I wspomnienia ożyły. To właśnie dzięki temu kapłanowi, w moje wnętrze został na nowo tchnięty Duch Boży. To pragnienie doskonalenia się, które cały czas we mnie było, które nieustannie zagłuszałam, na szczęście cały czas jest, ale to pragnienie rozbudziły we mnie konferencje tego kapłana.
To niesamowite, bo zaglądając do swoich notatek z tamtego okresu (był to rok 2012, który był jednocześnie Rokiem Wiary i rokiem rozeznania do życia zakonnego♥) poczułam, tę samą dziecięcą ufność, tę samą, która prowokuje łzy przez radość i ogrom miłości, która wypełnia WSZYSTKO!

fragmenty moich notatek z dn. 29.05.2013r. – dzień przed Bożym Ciałem
Kolejny dzień bez rewelacji – pełna nadziei podążam do kościoła na MAJ[L]owe. Mój brak radości sprawia, że podczas Eucharystii otwieram się na Słowo, oczy wypełniły łzy, a serce błogi pokój.. Po mszy św. czekało na mnie bojowe zadanie – poczułam pragnienie pielenia przy krzyżu, który miał być jednym z ołtarzy podczas procesji. Jakoś nie mogłam dopuścić do siebie tego, że Pan Jezus zastanie tam taki chaos.

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast.  Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?

Krzyż jest symbolem naszego życia. A należąc do wspólnoty Kościoła stanowimy obraz, tych kwiatów, które rosną blisko Boga (krzyża), lecz chwasty również znalazły tu swoje miejsce. Starają się one zagłuszyć moją miłość do Niego i Jego Miłość do mnie. Na pierwszy rzut oka można dostrzec, że chwasty kiepsko się tam komponują. Nie pasują do mojej wizji Kościoła. Całe szczęście, że Bóg to ogarnia, że jest CIERPLIWY i PEŁEN MIŁOSIERDZIA!

Osobiście nie potrafię zrozumieć, dlaczego człowiek wierzący, katolik, uczęszcza na Eucharystię, przyjmuje sakramenty, a nie zagłębia się w istotę tego, w CZYM bierze udział. Absolutnie nikogo nie chcę tu nikogo wykluczyć, pragnę wręcz zachęcić do tego, by sobie i Bogu zadawać pytania, a odpowiedzi szukać w Piśmie Świętym. By konfrontować siebie samego i naszą pseudo nieomylność przed Nim! Gwarantuję, że modląc się do Ducha Świętego przed otwarciem Słowa Bożego uzyskasz odpowiedź!

  • Jak chcesz poznać Kogoś, nie przebywając z Nim…?!
  • Czy odnajdujesz w sobie przestrzeń, by móc z Nim przebywać?!

Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”.
Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”

 Zaczynając pielić, pielęgnować kwiaty ujawnia się ich prawdziwe piękno. I choć na początku towarzyszy entuzjazm i przeświadczenie, że dam radę. Ba! Nawet kolejne etapy nie są jeszcze takie straszne  to, gdy zbliżamy się ku końcowi zaczynają się niepowodzenia. Kamienie, które utrzymują i stanowią w pewnym sensie fundament, po wyrwaniu większych chwastów zruszają glebę, a one osuwają się. Komary coraz bardziej zaczynają dokuczać, a i głód powoduje mniejszą koncentrację.

Dlatego należy skupić się wyłącznie na budowaniu solidnego fundamentu, by nie dać się zruszyć. Gdy nie skupiam się na celu, a jedynie próbuję odgonić rozproszenia tracę pokój serca. Nie będąc skupionym na Bogu, na tym, aby rosnąć i zachwycać wiarą innych z łatwością damy się wyrwać z chwastami.

A on im odrzekł:
 „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim
i pszenicy. 
 
Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa”

Jak niesamowicie radosny jest moment ukończenia tego dzieła, choć były trudności to, uzyskany efekt zachwycił serce. Skoro uporządkowaliśmy życie, chcemy podążać za Jezusem powinniśmy, a właściwie naszym obowiązkiem jest zadbać o otoczenie. Bo co z tego, że ten niewielki ogródeczek bił pięknem, skoro dookoła tyle chwastów, porośniętej trawy i śmieci.

Nie zapominaj o systematycznym „podlewaniu”, by dać się zachwycić i zachwycać innych!

A w czasie żniwa powiem żeńcom:
„Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie;
pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”

do posłuchania:
https://youtu.be/7JyhH6vZsJg

Miłość i Moc! ♥
Aga

WNM

26.05.2019r,

„Bóg jest gentelman’em nie zmusza, ale stoi i czeka z wyciągniętą ręką”
ks. Janusz Michalik

Wydawałoby się, że wszystko jest w porządku. Niczego nie brakuje, nie ma czym się martwić, czy stresować. A jednak wtedy zaczyna doskwierać duchowa pustynia. Dzięki temu, że nie ma trosk mam sposobność, by wypłynąć na głębię, poświęcić dla Jezusa więcej czasu.  A co robię najczęściej, zamiast cieszyć się tym, tak po ludzku, to oczywiście doszukiwanie się „problemów”.
Generalnie odnoszę wrażenie, że stoję w miejscu, że nie rozwijam się, że zaniedbuję swoje talenty. Na szczęście spotykając się z ludźmi i dzieląc się tym, co przeżywam mamy fantastyczną okazję do zweryfikowania swoich starań, postępów. Niesamowite jest to, że wcale nie musimy kogoś znać, by usłyszeć odpowiedź na pytania zadawane Bogu podczas modlitwy.

Dzielenie się wiarą jest zawsze owocne, nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile jesteśmy w stanie ofiarować własnym świadectwem doświadczenia Boga Żywego! Nie mamy pojęcia jak ono pracuje w drugim człowieku. Dlatego głośmy „w porę i nie w porę”. Bo nie wiemy kiedy zasiejemy ziarno w sercu rozmówcy, nie znamy czasu zbiorów owoców, ale jedno jest pewne nie możemy zachowywać tej Miłości tylko dla siebie ❤

W minionym tygodniu miałam szczęście spotkać wielu wspaniałych ludzi, których świadectwa dane było mi usłyszeć, z którymi swoim świadectwem mogłam się podzielić. Zdecydowanie jesteśmy sobie potrzebni. To naprawdę daje pokój serca, radość! To umacnia naszą wiarę, dodaje jej świeżości. Jako wspólnota Kościoła stanowimy JEDNOŚĆ.

„Nadzieja karmi się modlitwą” Benedykt XVI

To wielki dar, gdy mamy z kim porozmawiać na głębsze tematy. A wiara, bez zastrzeżeń jest ułatwia odkrywanie tych głębin. Mogąc otworzyć się na tak istotne kwestie mamy niesamowitą okazję do tworzenia trwałych relacji, bo FUNDAMENT jest niezniszczalny.

W  tym tygodniu udało mi się dokończyć czytać książkę „Jesteś piękna, nawet jeśli tego nie widzisz”. Jedna książka, szczególnie taka, jest w stanie zmienić naprawdę wiele, wymaga jedynie otwarcia się na zmiany i wprowadzania ich do rzeczywistości. I wiecie co, to wiara ułatwia mi pracę nad sobą. Generalnie to ona daje mi motywację do zmian. Nie jest łatwe przebić się przez skorupę jakichś doświadczeń, nawyków, trudnych relacji. Ale z pewnością jest to możliwe, gdy posiądziemy umiejętność ofiarowania tego Bogu. O ile lżej jest mając świadomość, że nie jesteśmy sami.

„Jezu ufam Tobie. Ty jesteś ze mną w tej sytuacji, nie muszę się bać” ❤
To dla Niego, z pomocą Maryi i mojego ukochanego  świętego Józefa pragnę doskonalić się w swojej codzienności odkrywając i zachwycając się daną mi kobiecością. Nadzieja, którą odkrywam podczas tych zmagań ze sobą samą jest warta wszystkich doświadczeń. Krok po kroku Wszechmocny objawia swoją drogę, którą dla nas wybrał. Te duchowe szarości, są jak mgła, która w odpowiednim dla nas czasie odpadnie. Wprowadza co prawda chwilową dezorientację w terenie, ale i uczy większej czujności oraz  ostrożności, przygotowując wyostrzenie wzroku na to, co za moment ujrzymy.

„Miłość jest zawsze na czasie” abp. Fluton J. Sheen

 Kardynał Wyszyński, jest moim duchowym odkryciem, za sprawą Urzekająca.pl, uczestniczyłam w spotkaniu z urzekającymi kobietami i zrodziło się we mnie pragnienie poznania życia tego Sługi Bożego. Dlatego też wypożyczyłam książkę „Godność kobiety”, obejrzałam film Prymas Stefan Wyszyński Trzy Lata z Tysiąclecia link. Niesamowita postać! Najbardziej utkwiło mi, gdy prosił: „Boże nie dopuść, żebym kiedykolwiek nauczył się nienawidzić” i nie doszukiwać się u nikogo podstępu, nawet jeśli wszystko na to wskazuje. Miazga! Zbyt łatwo przychodzi dokarmianie złych myśli.

Miłość do siebie i do bliźniego oczekuje konkretnych czynów, a więc powinnam wyjść, otaczać opieką, modlitwą, zrozumieniem, dzieląc się spostrzeżeniami i własnymi doświadczeniami, ponieważ to szczególnie umacnia ducha braterstwa. Dziś utkwiłam, gdzieś w punkcie analizowania swojej przeszłości, martwienia się o przyszłość, totalnie zapominając, że żyję tu teraz… dla innych, nie tylko dla siebie. Choć wiem, że aby być dla innych, powinnam szczególnie miłować siebie. Mam nadzieję, że odnajdę równowagę jednego względem drugiego.

„Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” 
Jan Paweł II

Choć są również pozytywne tego aspekty, ponieważ ta nierównowaga nie mi pozwala popaść w rutynę, wymaga nieustannej czujności. Z kolei czujność ukazuje zrozumienie do tego, że nie będzie lekko na drodze wiary. I naprawdę jestem dumna z tego, że jestem katolikiem, że mogę przystępować do sakramentów, że usłyszane Słowo Boże trafia w najczulsze punkty i przemienia nie tylko serce, ale i daje pewność, że dla Boga „wszystko jest możliwe”, jeśli tylko zaufamy, że On pragnie zawsze naszego szczęścia. Naprawdę jestem szczęśliwa, że dostrzegam swoje słabości, dzięki którym nigdy nie powiem, że nie mam co robić. Nie jest lekko, ale lubię nad sobą pracować, efekty dają mega radochę w codziennych obowiązkach!

„Kiedy człowieka dobrej woli trapią pokusy i dręczą złe myśli, wtedy rozumie, jak mu bardzo potrzeba Boga i stwierdza, że bez Niego nic dobrego nie może. (…) Wtedy także poznaje, że na świecie nie może trwać doskonałe bezpieczeństwo i zupełny spokój.”
T.Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”

Pragnę być dla siebie najlepszą przyjaciółką, która potrafi zrozumieć, trwać, nie oceniać, podnosić na duchu. I już pierwsze kroki na tej drodze są obfite w owoce. ❤ Już sam moment nie dokarmiania myśli tym, jak bardzo jestem słaba uwalnia, Bóg kocha pomimo słabości, a może nawet szczególnie wtedy, gdy je mam. Przecież „Moc w słabości się doskonali…”!
Staram się ufać Jezusowi, uczę się pojmowania Jego Miłości. Film „Miłość i Miłosierdzie” wzbudził we mnie pełniejszy obraz tego, czym ufność powinna być. To nie tylko moja ufność w Jego plan, ale odkrywanie jej nowych aspektów. On ufa mi, a ja uczę się ufać sobie, On wierzy we mnie, a ja uczę się wierzyć w siebie.

Do posłuchania:
https://youtu.be/RWM8gSSnz_8
To przenika mnie całą! 

Miłość i Moc! ❤
Aga